a kiedy myślę , że już nic i nikt nie jest w stanie mnie zaskoczyć, to zaskakują mnie ludzie. Negatywnie ma się rozumieć.
poczucie że na nikim nie mogę polegać potęguje tylko tęsknotę za tym co było kiedyś.
za poczuciem że On mnie nigdy nie zawiedzie i że to właśnie jemu mogę poświęcić wszystkie moje sekrety, tęsknię za nasza przyjaźnią i za wiarą w to że jest ona prawdziwa , że nie okaże się pewnego dnia że znów się przeterminowała a na półce nie ma już świeżych towarów, a pani przy kasie nie chce uznać reklamacji ...
zaczynam doceniać każda pojedyncza rozmowę, analizując które z nich były szczere. fascynacja przeszłością przerasta teraźniejszość
kolejny raz odczuwam całą sobą, to co straciłam , czuję że moja dusza jest stara i potrzebuję jakiegoś serum młodości
jednocześnie wiem przecież, że serum nie istnieje i nie da się odmłodzić tego co już się raz zestarzało , ale staram się odnaleźć w sobie taką siłę którą mają w sobie staruszkowie bo przecież mimo wieku żyją, często ciesząc się życiem.
stracić przyjaźń i wiarę w ludzi nie jest trudno, żyć ze świadomością że wszystko dookoła jest złe... nie jest łatwo.
niedziela, 23 stycznia 2011
czwartek, 30 grudnia 2010
poniedziałek, 22 listopada 2010
Co jest? nie no nic... tylko ta miłość jakaś taka przereklamowana. Tyle czytamy o niej , oglądamy filmów, marzymy o idealnym partnerze. Kiedy nagle dochodzi do tego , żeby zacząć wdrażać te wyobrażenia w życie, okazuje się że to jest niemożliwe. ALE DLACZEGO? Myślę , że w marzeniach, planach zapominamy o tym czego nie jesteśmy w stanie przewidzieć, o problemach, porażkach, o normalnym codziennym życiu. Tym w którym każdy pocałunek nie odbywa się przy dźwięku orkiestry, pod czas wykwintnej kolacji, czy przy zachodzie słońca. Stereotypy które utarły się w naszych głowach powodują nieustające niezadowolenie z partnera, z tego co w nim chcemy widzieć a co widzimy na prawdę. Zaczynamy kłócić sie o bzdury, o te które miały stworzyć nasz idealny świat... Opada kurz, to wszystko co stworzyliśmy w wyobraźni, wyłania się czysty i klarowny obraz rzeczywistości, która przestaje nam się podobać, nad którą nie mamy kontroli, w której wcale nie chcemy tkwić !!! Chcemy do naszej bajki.
CO NAM POZOSTAJE? Pogodzić się z tym co jest, pozostać na przywiązaniu i przyjaźni, cieszyć się że jest jak jest. ALE JEŚLI NIE POTRAFIĘ? jeśli nie potrafisz, musisz się odciąć i nauczyć żyć samotnie szukając księcia z bajki na białym rumaku, zachodu słońca, czy zamku.
To wszystko co towarzyszyło nam przy poznawaniu świata, przy oswajaniu go, przed opadnięciem kurzu pozostaje daleko za nami... do tego nie ma powrotu, wszechobecna nieczułość, żal, do samego siebie, przelewana na partnera. rzeczywistość.
miłość? czym jest...
CO NAM POZOSTAJE? Pogodzić się z tym co jest, pozostać na przywiązaniu i przyjaźni, cieszyć się że jest jak jest. ALE JEŚLI NIE POTRAFIĘ? jeśli nie potrafisz, musisz się odciąć i nauczyć żyć samotnie szukając księcia z bajki na białym rumaku, zachodu słońca, czy zamku.
To wszystko co towarzyszyło nam przy poznawaniu świata, przy oswajaniu go, przed opadnięciem kurzu pozostaje daleko za nami... do tego nie ma powrotu, wszechobecna nieczułość, żal, do samego siebie, przelewana na partnera. rzeczywistość.
miłość? czym jest...
niedziela, 31 października 2010
hmm a teraz, po wszystkim!
i każde spotkanie to trochę jakby czas się zatrzymał, stoisz obok no i co? i jest jak dawniej, rozmawiamy, śmiejemy się, chodzimy w te same miejsca. Ale przecież nic nie jest jak dawniej, idziemy innymi drogami każdy swoją !
Jednak kiedy wychodzę z domu , zatrzaskuję drzwi i widzę Twój samochód... to hmm, powracają wspomnienia. Nie, to nawet nie wspomnienia. Na chwilę zapominam że było coś co stanęło między nami, uśmiecham się, idę do Ciebie Ty wychodzisz , witasz się ze mną... idziemy, rozmawiamy. Coś się zmieniło? wygląda na to że nie, ale poczekaj, żegnamy się , Ty wsiadasz do samochodu, ja zatrzaskuję drzwi od domu.... i koniec.
teraz widzę, faktycznie, coś się zmieniło, pora wrócić to tego nowego życia bez Ciebie. uśmiecham się szeroko i idę dalej, kontynuować co przerwałam przed wyjściem.
i każde spotkanie to trochę jakby czas się zatrzymał, stoisz obok no i co? i jest jak dawniej, rozmawiamy, śmiejemy się, chodzimy w te same miejsca. Ale przecież nic nie jest jak dawniej, idziemy innymi drogami każdy swoją !
Jednak kiedy wychodzę z domu , zatrzaskuję drzwi i widzę Twój samochód... to hmm, powracają wspomnienia. Nie, to nawet nie wspomnienia. Na chwilę zapominam że było coś co stanęło między nami, uśmiecham się, idę do Ciebie Ty wychodzisz , witasz się ze mną... idziemy, rozmawiamy. Coś się zmieniło? wygląda na to że nie, ale poczekaj, żegnamy się , Ty wsiadasz do samochodu, ja zatrzaskuję drzwi od domu.... i koniec.
teraz widzę, faktycznie, coś się zmieniło, pora wrócić to tego nowego życia bez Ciebie. uśmiecham się szeroko i idę dalej, kontynuować co przerwałam przed wyjściem.
poniedziałek, 4 października 2010
Ból ostatecznie minie, piorun nie uderza w to samo miejsce dwa razy, więc nie wchodźmy dwa razy do tej samej rzeki... ?
A co kiedy tak bardzo chcemy żeby piorun znów uderzył, pomimo że to uderzenie bolało a rany nie zdążyły się jeszcze zagoić. Co jeśli znów chcemy poczuć na palcach stóp nurt rzeki, mimo tego iż wiemy że będzie lodowata niemalże jak lód ? Co jeśli ból nie minął a my podświadomie nie chcemy się z niego oswobodzić ?
Dlaczego tak panicznie boimy się osamotnienia ? Dlaczego z pamięci wyrzucamy złe chwile a pozostawiamy tylko te dobre? Dlaczego choć wiemy że rzeka będzie zimna, a uderzenie pioruna zaboli chcemy jeszcze... wszystko przez lęk przed samotnością ?! Dlaczego jedno słowo na temat przeszłości sprawia że stopy miękną, serce przyspiesza rytm... a my... jesteśmy gotowi poświęcić wszystko, poświęcić siebie, nie słuchając głosu rozsądku nie słuchając już nawet podświadomości, znów wchodzimy do rzeki i chodź jest jeszcze bardziej zimna niż poprzednim razem ,wchodzimy jeszcze głębiej, i dlaczego nastawiamy się na uderzenie pioruna i czekamy, choć wiemy że już prawdopodobnie nie uderzy , że już nie przejdzie po naszym ciele. Nie jestem w stanie odpowiedzieć sobie na te pytania, choć wiem że źle robię wchodzę do rzeki i zanurzam się co raz głębiej, chociaż czuję że nurt mnie porywa, że pewnie się utopię i tym razem z niej nie wyjdę to idę... choć wcale nie czuję się z tym dobrze. Robię to by odzyskać choć ułamki sekund z przeszłości, chociaż minimalne uczucie jakie we mnie było.
A co kiedy tak bardzo chcemy żeby piorun znów uderzył, pomimo że to uderzenie bolało a rany nie zdążyły się jeszcze zagoić. Co jeśli znów chcemy poczuć na palcach stóp nurt rzeki, mimo tego iż wiemy że będzie lodowata niemalże jak lód ? Co jeśli ból nie minął a my podświadomie nie chcemy się z niego oswobodzić ?
Dlaczego tak panicznie boimy się osamotnienia ? Dlaczego z pamięci wyrzucamy złe chwile a pozostawiamy tylko te dobre? Dlaczego choć wiemy że rzeka będzie zimna, a uderzenie pioruna zaboli chcemy jeszcze... wszystko przez lęk przed samotnością ?! Dlaczego jedno słowo na temat przeszłości sprawia że stopy miękną, serce przyspiesza rytm... a my... jesteśmy gotowi poświęcić wszystko, poświęcić siebie, nie słuchając głosu rozsądku nie słuchając już nawet podświadomości, znów wchodzimy do rzeki i chodź jest jeszcze bardziej zimna niż poprzednim razem ,wchodzimy jeszcze głębiej, i dlaczego nastawiamy się na uderzenie pioruna i czekamy, choć wiemy że już prawdopodobnie nie uderzy , że już nie przejdzie po naszym ciele. Nie jestem w stanie odpowiedzieć sobie na te pytania, choć wiem że źle robię wchodzę do rzeki i zanurzam się co raz głębiej, chociaż czuję że nurt mnie porywa, że pewnie się utopię i tym razem z niej nie wyjdę to idę... choć wcale nie czuję się z tym dobrze. Robię to by odzyskać choć ułamki sekund z przeszłości, chociaż minimalne uczucie jakie we mnie było.
Subskrybuj:
Posty (Atom)